18.06.2017

KUSIŁ...

Kusił mnie i kusił i to od wielu już lat, aż w końcu mu uległam. I potwierdziło się to, co wiedziałam od dawna - to nie na moje oczy. I kręgosłup. Co nie znaczy, że więcej mu nie ulegnę, ale to dopiero wtedy, gdy będę miała zapas kartek do pokazywania, bo obecny powoli się kończy.

Wyszło jak wyszło - lepiej było zamówione Pegazy haftować, więc proszę wszystkich, a zwłaszcza nasze Mistrzynie, o wyrozumiałość - w końcu nie od razu Kraków zbudowano, a ja, mimo wszystkich niedociągnięć, i tak jestem z niego dumna.

Wzór liter podpatrzony na blogu Szkiełka w kalejdoskopie
taśma o szerokości 5 cm, 54 ściegi na 10 cm (14 ct)
Po pierwsze - nie umiejąc wyobrazić sobie wielkości krzyżyka, nie wyśrodkowałam napisu, ale na dole też może być. Co prawda chciałam dać u góry jakiś prosty szlaczek, choćby tylko rząd czy dwa krzyżyków, ale to było zanim oślepłam.

Po drugie - zaczęłam haftować za blisko krawędzi, którą można było przed rozpoczęciem haftowania podłożyć choćby fastrygą, żeby się nie pruła.

Po trzecie - plecki haftu matematycznego. Dopiero gdy przykleiłam do nich kanwę uświadomiłam sobie, że nitki przebijają przez materiał, jednak na poprawki było już za późno. Nie mówiąc już o tym, że zakładka powinna być usztywniona na całej długości, albo chociaż na długości napisu.

Po czwarte - wykończenie. Niestaranne, bo robione niemalże po omacku z mocno już zmęczonymi oczami (oślepłam przy trzeciej literze) i obolałym od zbyt długiego siedzenia kręgosłupem (mój wrodzony ośli upór Koziorożca nie pozwolił mi odłożyć pracy póki jej nie skończę), chociaż ten drobniutki płotek na brzegu jest niczego sobie.

Po piąte - wydaje mi się, że haftowałam na lewej stronie taśmy. 

Po szóste - zapomniałam sfotografować krzyżykowe plecki, a tam trochę się działo. 

Po siódme - na pierwszy raz mogłam wybrać proste litery z niewielkiej liczby krzyżyków, ale co to byłby wtedy za debiut?

Po ósme - nie przeglądałam żadnych kursów przed haftowaniem. Raz kiedyś leżąc w szpitalu trafiłam na panią haftującą krzyżykami, ale jakoś nie przypadł mi do gustu jej sposób tłumaczenia i zniechęciłam się.

Po dziewiąte i ostatnie - tym z Was, które doczytały do końca, gratuluję wytrwałości.

Dobrego tygodnia :-)

11.06.2017

SPYCHACZ NA HASIOKU

Bulldozer - stitchingcards.com

Dwa lata temu wpadłam na pomysł stworzenia albumu-książeczki dla mojego małego Bratanka, z którego mógłby się uczyć rozpoznawania różnych pojazdów/maszyn. Prace nad nim posuwają się w takim tempie, że jak do tej pory udało mi się wyhaftować wózek widłowy (można go zobaczyć tutaj) i teraz spychacz, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo skoro każdy pojazd będzie podpisany, i to w trzech językach (polskim, holenderskim i angielskim), to album posłuży chłopcu do nauki czytania i języków obcych. O ile oczywiście zwiększę tempo wyszywania. W planach mam też album-książeczkę ze zwierzętami.

Za nami siódmy dzień miesiąca, pora więc zaprezentować urobek w Robótkowym Hasioku 2017 - zabawie zorganizowanej przez Renię prowadzącą blog Kartki u Renii.

Robótkowy Hasiok 2017

Tym razem widać ruch w słoiku - pojawiły się w nim pozostałości po kartce z bzami i oczywiście kilka skrawków nitek zagubionych pomiędzy kawałkami papieru.


Dobrego tygodnia :-)

04.06.2017

MAJOWE BZY


W majowym etapie Kwiatowej Wymianki Kartkowej organizowanej przez Lidkę/Czarną Damę z Misiowego Zakątka królowały bzy, czyli znów mój ulubiony fiolet.

https://misiowyzakatek.blogspot.com/2017/05/kwiatowa-wymianka-kartkowa-bzy.html

Piękną kartkę pełną bzów przygotowała dla mnie Bogusia Matusiak z Kącika nie tylko szydełkowego

Serdecznie dziękuję Bogusiu :-)

Kartka wykonana przeze mnie powędrowała do Ewy Gawlik z Biblioteki haftu.


Kartkę tę mogłam zrobić dzięki uprzejmości Marty z Inspiracji Marty, która pod koniec kwietnia w odpowiedzi na mój komentarz do wpisu Bzy niespodziewanie obdarowała mnie takim bukiecikiem:

Marto - dziękuję raz jeszcze - za scrapki, za wszystkie instrukcje i  próby motywacji
Choć bzy  robiło się szybko, łatwo i przyjemnie (i wystarczyły do tego najzwyklejsze biedronkowe flamastry), a Marta swoimi mailami bardzo motywowała mnie do spróbowania innej niż haft matematyczny techniki robienia kartek, to jednak nie jest to moja bajka - zdecydowanie lepiej czuję się z igłą i nitką w ręku, a komponowanie kartek najnormalniej w świecie mnie przerasta. Przyznam się Wam, że tak mi się te bzy spodobały, że trudno mi było rozstać się z nimi i żałowałam, że zamiast jednej dużej kartki, nie zrobiłam trzech małych z pojedynczymi gałązkami bzu przewiązanymi czerwoną wstążeczką. No cóż - mądra Polka po fakcie, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, tylko trzeba się brać za kolejne hafty, bo niedługo nie będzie co pokazywać na blogu.

Dobrego tygodnia :-)